niedziela, 30 maja 2021

Dawno, dawno temu na odległym krańcu Słońca

 Wiecie jak to jest jak się zbliża okrągła rocznica, jak ma się świadomość że to już z górki, a do tego mnóstwo lat związku z jedną osobą? Jak to czasem kobieta pragnie być zauważona, zaakceptowana, wsparta? No właśnie... kto tego nie przeżył ten nie zrozumie :P

Dawno, dawno temu w odległym wszechświecie spotkałam nie realnie pewnego młodzieńca, trafił mi się w jednej z takich szczególnych chwil w życiu żony i matki kiedy to nikt nie rozumie, nie śpi i w dupie ma, tzn nie śpi mąż oczywiście. Kiedy poczucie własnej wartości pikuje w dół z szybkością ponaddźwiękową. Kiedy wiesz, że niby cię się słyszą ale nie słuchają i wówczas zjawia się on - rycerz, a wręcz książę z bajki - ubrany, a w zasadzie rozebrany - w myślach oczywiście. No i co w związku z tym? 

No nic "świeża krew" - nagle stajesz się obiektem zainteresowania (powiedzmy), stajesz się ważna, na zawsze (ja z tej naszej znajomości nigdy nie zrezygnuje), "piękna" (masz oczy jak dwa oceany), doceniona - a przynajmniej takie masz odczucia., a jak masz dół psychiczny jak stąd do Chin przez Arktykę, to łykasz każde cudowne słowo i każdy ciepły gest jak pelikan ryby. Kiedy Twoje małżeństwo symbolizuje 4 mieczy przeplatane z Eremitą to każdy  skrawek zainteresowania innego mężczyzny wywiera na tobie niezapomniane wrażenia. A jak okazuje się, że ten poznany nieznajomy jest jeszcze dla ciebie znajomym karmicznym to jego ryt w tobie pozostaje na lata, znajomości od dawna nie ma ale energia gdzieś tam w tobie nadal krąży.

Co mi dała ta znajomość? Po 1 jako znajomość karmiczna i to jeszcze z przeznaczenia to my spotkaliśmy się po coś. Każde sobie wzajemnie coś dało - on mi się nie zwierzał za bardzo ze swoich odczuć do mnie, coś tam tak niejednoznacznie dawał w sygnałach - a to piosenkę miłą podsunął, a to kiedyś się wydał, że gdy rozmawialiśmy (znajomość tylko internetowa) głaskał monitor - to było szalenie miłe. I powiedzcie mi która nie wstrzymałaby oddechu, kiedy facet  po drugiej stronie mówi, że dotyka monitora jako namiastkę kontaktu, kiedy kończąc rozmowę na czacie przechodziliśmy na maile bo nie mogliśmy skończyć rozmawiać (o wszystkim), kiedy dzień witałam mailem, kończyłam mailem, kiedy rozmowy przez telefon też nie mogły się skończyć, a odłożona słuchawka powodowała wyrwanie duszy - no która by się nie zauroczyła? 

Ale wracając do tego co mi ta znajomość dała - wzmocniła mnie psychicznie i fizycznie - ja dzięki tej krótkiej (max 4 miesiące) znajomości odzyskałam swoją wartość, baa ja ją nawet wzmocniłam i ugruntowałam - od tamtej pory, a minęło już wiele lat nie wróciłam do dawnej siebie  - owszem czasem zdarzają mi się (jak każdemu) gorsze chwile ale umiem się z nich podnieść. Stałam się ważna dla siebie, wiem, że zawsze sobie poradzę - umiem, dam radę, mam moc. I za to, że "postawił mnie na nogi" jestem cholernie wdzięczna temu mężczyźnie - tak, bo to już (o ile żyje) jest mężczyzna - już wtedy był dojrzalszy od rówieśników ale teraz już jest dobrze około 40 więc to już mężczyzna. 

Co mi jeszcze dał? - rozwiązał mój dręczący problem z mężem. Uświadomił mi, że mąż to stary, dorosły już od dawna chłop i to co on robi, czy mówi świadczy tylko o nim - ja za to nie odpowiadam, ja nie mam z tym nic wspólnego i nie mam prawa się za to wstydzić, czy brać winę na siebie.  Poradził mi, że mam się odważyć i na jakiejś imprezie w towarzystwie oświadczyć, że nie odpowiadam za to co zrobi czy powie mój mąż - i ja tak zrobiłam. I wiecie co? Poczułam taką ulgę, jakby ze mnie spadła tona piachu. W życiu tak dobrze się nie bawiłam, wreszcie przestałam być czujna, skupiona, w oczekiwaniu "jaki numer mój mąż dziś wywinie" - stale go pilnowałam, nasłuchiwałam, by może zareagować wcześniej, albo choć załagodzić sytuację, ale od tamtej pory już tego nie robię. Oczywiście, że przybiegła do mnie nasza koleżanka ze skargą, że mój mąż jej tam coś niemiłego powiedział, odpowiedziałam, że przecież słyszała co powiedziałam i że mnie to w ogóle nie obchodzi i jak ma pretensje to niech to powie mojemu mężowi - co ja mam zrobić na kolano go wezmę i na goły tyłek mu wleje? Pewnie chętnie by zobaczyła goły tyłek borsuka, ale to już niech on jej sam pokazuje. :P

Ja temu chłopakowi chyba dałam wsparcie, też go wzmocniłam psychicznie - potrzebował przyjaciółki i ją dostał, potrzebował "ukołysania" i to dostał, potrzebował rozmowy i to miał - co on jeszcze dla siebie wyciągnął z naszej znajomości, to już on sam mógłby powiedzieć, bo ja nie wiem - on nie mówił ("każdy facet musi mieć jakieś tajemnice tylko dla siebie") - ja nie drążyłam. Tak się zastanawiam dla kogo ta znajomość bardziej była potrzebna i chyba uważam, że dla mnie. 

Wiecie jak to jest niesamowite kiedy zaczyna się zdanie, a druga osoba je kończy? To było dziwne.. a i jeszcze gdybym nie miała takiej internetowej fascynacji to pewnie nie umiałabym zrozumieć bardzo wielu swoich klientek, które prosiły o karty, bo poznały w necie faceta i ta znajomość się skończyła bez słowa. Pewnie w duchu zadawałabym sobie pytanie - jak można zauroczyć się facetem, którego się na oczy nie widziało, jak można ulec czułym słówkom i zapaść się w taką znajomość - bezrozumnie - ano wiem już, że można.

Nie jestem łasa na komplementy, nie nabieram się na słodkie słówka i wdzięczny bajer i u nas takich stricte bajerów nie było... nie wzięłabym też dla niego kredytu ;) Ta znajomość była ekscytująca i dziwna jednocześnie. 

Zapytacie pewnie dlaczego ta relacja się tak szybko skończyła skoro była bardzo intensywna i taka ważna - zadawałam sobie to pytanie bardzo wiele razy, baaa nawet niedawno jeszcze się tym "dręczyłam". Pierwsze co mi przychodzi do głowy to to, że karma która  nas ze sobą połączyła po prostu się wypełniła - on wsparł mnie, ja jego i po co to dalej ciągnąć - jak karma się wypełnia to drogi się rozchodzą. Po drugie skoro to on uciął - może nie nagle, ale wyciszał kontakt to znaczy, że przestałam być dla niego ważna i potrzebna - ma żonę, dzieci więc po co mu ogon w postaci starszej pani. 

Brakuje mi tych naszych rozmów (właśnie rozmów) - oczywiście, pewnie z biegiem lat pamięć zaczęła zacierać pewne rzeczy i za bardzo Pana  wyidealizowałam, a nie zawsze było słodko zwłaszcza pod koniec. Tak bardzo mi brakuje tych żartów, rozmów, opowieści i snucia nierealnych marzeń, które dawały ukojenie i odskocznie od rzeczywistości, brak mi jego przyjaźni - takiej zwykłej, dającej skrzydeł i pokazującej męski punkt widzenia na dane sprawy. Akceptacji taką jaką jestem, żyjącą (czasem) w świecie bajek, z moimi zdolnościami i tarotem. Zrozumienia i prawa do słabości... No nie ważne... I tak teraz naszła mnie refleksja czy chodzi o konkretnego człowieka, czy o właśnie tą całą otoczkę.

W każdym razie - zapytacie po co to opisuje, ano wiecie w życiu każdej kobiety kiedy się zbliża okrągła rocznica i jak ma się świadomość, że to już z górki, a do tego mnóstwo lat związku z jedną osobą - to przychodzi taki moment, że chciałoby się znów poczuć to drżenie i niepewność, przeczytać miłe słowo, usłyszeć szept i szelest dodawanych skrzydeł i tęskni się wówczas do faceta dla którego się jest ważną, a taką ważną byłam (chyba) kiedyś dla Pana. Taka tęsknota, sentyment i jakiś żal... Moja psiapsia ta od cyganichy i od "miła jesteś...koleżanka" na takie serca łopoty i małe tęsknoty pyta krótko - "masz dni płodne?" 

I tak mnie wczoraj naszło czy by się nie odezwać do Pana, czy nie napisać - ot taki mail "przypominajka o sobie", którego on i tak pewnie nie przeczyta, a tym bardziej nie odpowie, bo najprawdopodobniej zapomniał hasła do poczty, którą specjalnie utworzył do naszej korespondencji - po tylu latach nie dziwota. Ale jakoś tak mnie ciągnęło i teraz nie wiem, bo emocje po nocy opadły, chęci zmalały i naszły myśli " a po co ci to głupia - niczego nie zmienisz, znajomości nie odnowisz, a jeśli to może tylko po to by przeczytać " a weź się wreszcie ode mnie odwal kobieto" - czy jest sens grzebać w energiach - już nawet poukładanych?" 

Skoro już popełniłam taki wywód nie wiadomo o czym ale wiadomo o kim to może sprawdzę kartami czy mi się te wspominki opłacają - wiecie, że jest strasznie trudno zamknąć relację karmiczną i tylko mam nadzieję że ten młodzian złoty również gdzieś tam w głębi jej nie zamknął :P






To zobaczmy co by mi dał ten mail i to odrodzone wspomnienie o Słońcu

Tak będzie dla mnie jak napiszę

paź mieczy, Zawieszony, królowa buław

Tak będzie dla mnie jeśli nie napiszę

as mieczy 9 mieczy 2 mieczy

Co mam zrobić

3 mieczy

Ale mieczy!! Miecze to internet i korespondencja mailowa ale chyba nie w tym przypadku. Mało tego dla mnie lepsze karty są na to by nie pisać, co prawda ciut się zasmucę i może nawet spać nie będę ale w 2 mieczy będę wychodziła z przeszłości (może wreszcie definitywnie).

Na "tak" karty mówią, że będę wyczekiwała odpowiedzi, nie widzę tu by ta odpowiedź nadeszła ale pisząc popatrzę na wszystko z innej perspektywy.. ale zaintrygowała mnie ta królowa buław która ma radość w sobie. Czyżby jednak  odpisał?

3 mieczy mówi kieruj się rozumem nie sercem - a rozum mówi nie pisz, a serce napisz - choćby po to by się pożegnać, zakończyć "użyć" słów pa pa, cześć, żegnaj..

Dobra to jeszcze zobaczę teoretycznie jaka będzie jego reakcja na maila - jeśli napiszę.

Sedno Cesarzowa

Nie 10 mieczy

Tak 7 mieczy

wynik Mag 7 monet 9 buław

Nie przybije go to, ale przeczyta - kurcze gdybym zapytała co zrobi to bym mogła tu powiedzieć, że nic - zastanawiać się będzie i tyle z działania, ale pytałam o jego teoretyczną reakcję - czyżby ten mail odczytany z opóźnieniem go w jakiś sposób uzdrowił?








A co zrobi jeśli ten teoretyczny mail do niego dojdzie, przeczyta go i?

Sedno 4 mieczy

Nie 6 buław

Tak 3 kielichów

wynik 7 monet królowa mieczy 6 kielichów.

Nic nie zrobi - nie powróci, owszem ucieszy się ale nawet nie wiem czy by odpisał - ot może podłechtałoby to jego ego i tyle, żadnej reakcji.... Z tych wszystkich kart wynika, że na pewno nie pamięta hasła do konta, albo w ogóle o nim dawno zapomniał i tam nie zagląda.

Wychodzi na to że 3 mieczy z pierwszego rozkładu dobrze radzi - nie pisz, bo nic z tego nie wyjdzie, ani dobrego, ani złego - te wspominki i przypominajki są bez sensu.


 




niedziela, 25 kwietnia 2021

Jak bumerang



                                                       Zdjęcie z internetu



 Pamiętacie Melindę? Była bohaterką kilku wpisów na moim "starym blogu", wpisy o niej i jej przygodach miłosnych zwłaszcza z niejakim Amadeo są do odszukania gdzieś w archiwum. Ale to nie ważne..

Melinda rozstała się definitywnie z Amadeo, choć znajomości jako takiej nie zakończyła (wiadomo, że jak ktoś zapada w dusze i serce to jest praktycznie stamtąd nie do wyrwania, nie do wymazania z pamięci). Melinda zmieniła lokalizację stąd dość sporadyczne kontakty z Amadeo - ale ja nie o nim.... Przed Amadeo mężczyzną życia Melindy był niejaki Saracen - też pan zagraniczny, utalentowany muzycznie, przyjemny dla oka, ucha i w łóżku. Dzięki temu panu poznałyśmy się z Melindą, wówczas a było to z 10 lat temu, pan Saracen brzydko potraktował Melindę mimo, że była mu podobno bliska i oddana i to przez wiele, wiele tygodni.

Saracen zrezygnował z Melindy, nagle i bez zapowiedzi odciął wszelakie kontakty, przez chwilę jeszcze Melinda spotykała się z  jego córkami ale i one wkrótce zaprzestały jakiejkolwiek komunikacji...

Cisza trwała kilka lat choć owszem może raz do roku, lub raz na kilka lat sam Saracen coś tam do Melindy napisał, czymś się pochwalił, jakąś fotografie przesłał - bez sensu. Mało tego on wyskakiwał jak pajacyk z pudełka zawsze wówczas gdy Melinda już się oswajała, że Saracena w jej życiu nie ma i nie będzie. Dodam, że ona strasznie przeżyła to rozstanie.

Pan przesyłał jej życzenia czy zdjęcia ze swojego życia - życia córek i życia z jakąś nową panią - niby mówił że to babka, ciotka czy inna sąsiadka ale na obrazku widać było, że  łączy ich coś  więcej niż relacje towarzyskie - raczej owa niewiasta była towarzyszką życia, a nie towarzyszką na biesiadowaniu. 

Saracen przeminął - dawno, dawno, tak jak pisałam, Melinda wyjechała, pożegnała i żyje długo i szczęśliwie... nagle dostaje wiadomość, powrócił niczym bumerang. Saracen zaniemógł i w tej niemocy chyba lekko przewartościował swoje życie, i zrozumiał jakie błędy w życiu popełnił. Jednym z nich było rozstanie z Melindą. On w wiadomości opisał co się z nim działo w ostatnich miesiącach, skupił się na głównie na swoim zdrowiu i pobytach w szpitalu, sanatorium, u dzieci itp, zasugerował, że jest sam i, że przytula swą Melindę.... 

I tak sobie wpadła do mnie Melinda i mówi - czego od niej chce Saracen? Miłości, przyjaźni czy opiekunki na stare lata, bo nie ma mu kto pod nos podstawić i ulżyć w niemocy? 

Zobaczymy co ten Saracen chce od Melindy.

Sygnifikator Saracena - 8 buław

Jego myśli o Melindzie - 7 mieczy

Jego odczucia do Melindy - rycerz kielichów

Jego intencje - Diabeł

Co zrobi wobec Melindy- Mag

Dlaczego to zrobi - 9 kielichów

Melinda w tym wszystkim - 8 kielichów

Przyszłość znajomości Wieża, 8 mieczy, as monet


Widać, że Saracen się podniósł w 8 buław - choćby zdrowotnie, nawet powiedziałbym, że się gwałtownie zerwał. W tej chwili powinien być nawet aktywny, może nie w pełni sprawny, bo do sprawności to pewnie dojdzie za pół roku albo i 8 miesięcy ale nie jest "na katafalku". Z pewnością, ma więcej wigoru, werwy i jest pełen pomysłów, a jednym z nich jest odnowienie kontaktu z Melindą. 7 mieczy to rzeczywiście są myśli - jak to miecze, ale tu jest jakiś spryt - zresztą łącząc 7 mieczy z Diabłem to tak nie zupełnie uczciwie brzmi. On ma jakiś ukryty cel odnawiając znajomość, nie do końca jest uczciwy i szczery, a dodając próbę manipulacji w Magu on chce Melindę urobić i otumanić. Może wziąć na litość, może wręcz przeciwnie na wigor w każdym razie Melinda jest mu potrzebna. 

9 kielichów samo w sobie to odpoczynek, spokój, relaks, taka sympatyczna karta z błogim przesłaniem. Tak jakby Saracen miał same dobre plany wobec Melindy - i rzeczywiście można by tak sądzić gdyby nie te karty oszustw, manipulacji kręcenia w rycerzu kielichów. Rycerz to sentyment wielki, wspomnienia i natrętne myśli - odczucia, które co jakiś  czas wracają... No niestety ja bym po tych niby sympatycznych kartach powiedziała, że Melinda jest mu potrzebna do opieki. Owszem do miłego spędzenia czasu w końcu Saracen jeszcze nie jest niedołężny, baaa nawet w tych 8 buławach chce zapewnić Melindę, że on jeszcze dużo może, ale jednocześnie Saracen pragnie się zabezpieczyć na przyszłość - może dzieci już zapowiedziały, że nim się nie zajmą? Melinda do niedawna była opiekunką i on chyba tak sobie "ubzdurał", że ona nagle na skinienie i westchnienie rzuci wszystko i pojedzie - niby dla miłości, a w gruncie rzeczy na służbę.

Nie przeczę i nie zaprzeczę, że Melinda w tych 8 kielichach wybierze się z wizytą do Saracena, albo jeszcze inaczej będąc w okolicach spotka się z nim zupełnie nieobowiązująco , ale tak na dłużej i na służbę pod pretekstem uczuć dawnych niezapomnianych to w życiu. 

Przyszłość znajomości może wejść na inne tory - coś się zawali i jeśli przezwycięży się lęk to można zacząć wszystko od nowa. Mamy tu dość mocne karty - w tej chwili nic się nie zmieni, ale jeśli Melinda by chciała i miała ochotę, to mogłaby znów spróbować z Saracenem, ale już tylko i wyłącznie na własnych zasadach... chyba, że to on przyjedzie do niej, ale i tak zasady będą jej.


sobota, 10 kwietnia 2021

Z pamiętnika starej fruszki

 




Sobota

Dzień jak co dzień - pranie, sprzątanie, gotowanie no... odpadło mi prasowanie, ale tylko dlatego, że odwaliłam je w czwartek. Bachorstwo jeszcze śpi, a przecież dobija południe, ale to nic, to nic - ta cisza wokół jest najważniejsza. Pan mąż pojechał do pracy i to na drugą zmianę - cudownie, będę miała przez kilka godzin komputer tylko dla siebie... Oho, któryś rozdarciuch wstał, pewnie to młodsze, co prawda ładniejsze, ale bardziej ostre. I jak zwykle kiedy piszę o nich, 6 zmysłem przyciągnięte włazi mi do pokoju, niby tylko do psa ale chętnie zezuje w stronę monitora. O ile to ja nie mogę odczytać co oni piszą u siebie - bo z daleka nie widzę, o tyle ich sokoli wzrok dostrzeże już z przedpokoju o czym smaruję. 

Coraz częściej się łapię na tym iż tęsknie to tej chwili kiedy moje dzieci pójdą na swoje. Delektuję się tym marzeniem i karmię radością... by po chwili zejść na ziemię i uświadomić sobie z pełną premedytacją, że nie nastąpi to wkrótce.  Jak ja bym chciała wygrać kasę, kupić im po mieszkaniu i machać rękami obiema na pożegnanie. Wiem, okropnie to brzmi, ale ja już normalnie jestem zmęczona nimi, ich przebywaniem w domu, ich humorkami i  roszczeniami. Ja w ich wieku... bla, bla bla - w ich wieku będąc byłam w innych czasach. To straszne, że młodzi ludzie nie mają szans normalnie zacząć dorosłe życie na swoim, bo albo muszą wziąć kredyt na 30 lat, albo mieszkać u rodziców... 

Te dzieci mają ten 6  zmysł włażenia i zaglądania tam gdzie nie trzeba podobnie jak moja matka. Przyjeżdża do mnie wówczas kiedy nie mam ochoty na jej wizyty bo coś.. a to się pokłócę z panem mężem, a to pies ma wypadek, a to się zesrało, a to się spierdziało.. a ona myk i jest jakby ją niewidzialny magnez przyciągał. Podobnie jest z jej zaglądaniem tam gdzie bym nie chciała by zaglądała. Na przykład marzy jej się podgrzanie kawy choć nigdy tego nie robi w mikrofalówce, którą nie tyle zapomniałam umyć, co mi się nie chciało. Serio wolałabym żeby tam nie zajrzała a ona cyk szklankę do brudasa z tekstem - co zapomniałaś umyć... grrrr. Albo nagle potrzebuje wyjąć z szafy obrus, a tam lepiej nie zaglądać, bo wszystko na łeb leci. Ale ona poczuła w tej chwili potrzebę zmiany wystroju. To jakieś przekleństwo mieć matkę, która w dobrej wierze, czując potrzebę wizyty wpada w nieodpowiedniej chwili.

Matka moja mieszka sama w mieście oddalonym ode mnie o jakieś 20 km, jestem jedynaczką i wiem, że na mnie spadnie obowiązek opieki. Tak, tak, tak.. wiem co powiecie, bo ja to też usłyszałam, że mimo iż serio nie mam ochoty wiem, że będę musiała - a wcale nie będę musiała tylko chcę, bo nie ma obowiązku zajmować się rodzicami, bo moją rodziną jest pan mąż i dzieci, a rodzice to powinni  sobie sami itp itd... tak, ale zostałam wychowana w poczuciu obowiązku wobec rodziców i moi rodzice się swoimi zajmowali. O ile mama taty nie wymagała dużej opieki, ot zakupy i pomoc w większych pracach porządkowych, o tyle rodzice mamy już wymagali opieki całodobowej i moja mama, a właściwie oboje wspierali rodziców mamy... Dlatego ja mając wzór i przykład pewnie będę musiała zająć się matką... ale nie, nie, nie nie będę z siebie robić męczennicy - bo widziałam jak sama padała na twarz i błagała "pogotowie" by zabrało babcię choć na jedną noc do szpitala, by ona mogła ją w całości przespać. Na moją delikatną sugestię by może rozejrzała się za dobrym, podkreślam dobrym domem opieki, usłyszałam, że "ja swoją mamusią będę opiekowała się do śmierci". Tylko niewiele brakowało a to pierwsza do grobu wpędzona została moja mama, a babcia w nieświadomości Alzheimera, żyła sobie w swoim świecie i chyba nawet tam czuła się dobrze. Mama po śmierci rodziców dochodziła do siebie prawie 4 lata - dziękuję, ja tyle czasu nie mam. Powiem krótko - ja już rozglądam się w razie czego za dobrym podkreślę jeszcze raz dobrym domem opieki.   

Ale wracając jeszcze na chwilę do moje mamy - no nie mogę kiedy od niej słyszę - "wiesz ja nie chciałam was w święta martwić i denerwować, ale bardzo źle się czułam, bolał mnie kręgosłup, drętwiała noga i ta noga była spuchnięta" - nie no wcale, ale to wcale mnie nie zmartwiłaś mówiąc mi o swoich dolegliwościach siedząc w domu, kiedy będąc u mnie mogłam jakoś zaradzić... Dodam, że ona ma straszne żylaki i te jej puchnące łydki mogą świadczyć o problemach zakrzepowych ale..."ja się nie będę leczyć, nie idę do lekarza i nie będę łykać żadnych proszków - wybij to sobie z głowy".. no i co? I pstro... kobieta ma 74 lata i nic nie poradzisz, ale .. no przecież nie chce mnie martwić i denerwować.

Kolejną osobą, która wpędzi mnie do grobu jest pan mąż - wyobrażacie sobie czekać na pomoc w malowaniu - pomoc nie, że on sam wszystko, tylko on wałek i sufit, on zdejmie karnisze, on zdejmie zegary, on podniesie czy przesunie - nie, że wszystko sam, włącznie z oklejaniem - nie - do spółki... ja czekam na tę pomoc 3 lata, w sumie to już od tamtej pory powinnam kolejny raz malować pokój, ale czekam... cierpliwa jestem, łaskawa - zupełnie jak ta miłość z listu św Pawła. A ten mój cymbał grzmiący brzmi siedząc dupą na motocyklach i ... no obiecał, że już lada moment weźmie się za to malowanie, tylko jeszcze pogoda nie sprzyja więc wiesz kochanie, że trzeba poczekać... no wiem i poczekam i ciekawa jestem jak długo. Ciekawa też jestem ile poczekam na założenie nowego kranu nad wanną, bo stary się zepsuł, a nowy kupiony czeka i pewnie będzie musiał odleżeć swoje ale cóż... podobno facet jak obieca, że coś zrobi, to zrobi i nie trzeba mu o tym przypominać co pół roku... 

Do wykończenia fruszki jest jeszcze pies i kot, i o ile pies sobie śpi, o tyle kot w nocy chce na dwór, a durna pańcia - mamusia czyli ja, pomna jak kilka lat temu kotek był chory, bo za długo przebywał na zimnie, potrafię godzinę siedzieć w środku nocy w fotelu w oczekiwaniu aż dama skończy obchód rewiru. Jaka ja durna no!. 

Także jeszcze ciut delektuję się ciszą i piękną pogodą, bez sapania mi nad głową w celu uzyskania dostępu do mojego komputera - już natychmiast, bo pan mąż chce i musi w tym momencie i nie ważne co robię. Piszę sobie własne monologi, pewnie tych bzdur bym nie pisała gdyby zasięg mojego bloga był taki jak wówczas gdy był na "gazecie" ale teraz? kto to czyta :P więc mogę pleść androny, które rodzą się w głowie. 

No dobra ale co to ma do dnia fruszki... no nic  ot takie moje przemyślenia

Może ktoś wpadnie na karty? Jeśli tak to na jakie i co chce uzyskać? Jaką odpowiedź otrzymać i czy na każdą będzie gotowy?

I co? I zacytuje zdanie zapisane w zeszycie na lekcji historii w I klasie LO - I zgłasza się rycerz, szuka opieki, ale na takiej zasadzie, że jego opiekun ma ten gest i zabrzęczy. I to zabrzęczenie właśnie dostarczyła mi znajoma, że nasza wspólna znajoma zostanie babcią i nie byłoby w tym niczego złego ale tatuś maleństwa ma 17 lat i jest w II kl LO. Ploty i ploteczki w sobotę po południu.

No dobra - pitu pitu,a czas goni, czas już kończyć ten sobotni wpis, ale może czas również zobaczyć co w moim życiu 

wymaga:

- uzdrowienia

SARASWATI - Sztuki piękne - wyrażaj siebie poprzez twórcze zajęcia

- poświęcenia

LAKSZMI - Świetlana przyszłość - Przestań się martwić, wszystko będzie dobrze

- uspokojenia

AFRODYTA - Duchowa przewodniczka - Obudź w sobie Boginię poprzez taniec i troskę o siebie. Poczuj boskość w sobie

- aktywności

NEMETONA - Święte miejsce - Stwórz własne sanktuarium modlitwy lub odwiedź inne święte miejsce, by nawiązać kontakt z Bogiem

- zrównoważenia

SEDNA - Nieograniczone źródło - Nie zabraknie Ci niczego dziś, ani w przyszłości

Poprosiłam o pomoc Boginie i co wyszło? Powinnam powrócić do zajęć twórczych, niczego nie muszę poświęcać, powinnam zadbać o siebie fizycznie i psychicznie (jak ja bym sobie poszła gdzieś potańczyć mmmm). Niby sanktuarium swoje mam, ale i tak każdy tu wchodzi i mi przeszkadza, ot choćby pan mąż właśnie wrócił z pracy i już chce dopaść komputer :P. Natomiast bardzo pociesza mnie to: równoważąc siebie i swoje otoczenie spowoduje, że niczego mi nie zabraknie - stara fruszka lubi to!

Dzień dobiega końca, jest popołudnie, w zimie można by powiedzieć, że o tej porze jest już wieczór, bo ciemno, a teraz.... teraz minął prawie kolejny dzień z życia  :D

P.S. pewnie zapytacie skąd się wzięła "fruszka", a no wzięła się od słowa wróżka, ale wróżka, to taka profesjonalistka pod każdym względem. Kiedyś takie panie co to niby wielkie karciarki, o dziwacznych pseudonimach i jeszcze dziwaczniejszym anturażu i odzieniu plotły trzy po trzy, ale uważały się za bóg wie co - nazywałyśmy z koleżankami wruszki.. Fruszka jest jeszcze niżej -  nazwałam się tak kiedy postawiłam karty koleżance na to, że pewien pan odezwie się do niej. A pan się wziął i zaciął jak kielecki scyzoryk i nie odezwał.  Ta moja koleżanka miała jakieś dziwne (żartem) do mnie pretensję, na co jej odpowiedziałam - weź się odczep,  ja to tylko fruszka jestem więc ma prawo mi się nie sprawdzić :P 




niedziela, 28 marca 2021

Oczko jedno tylko mamy





Dziś przedstawiam Wam rozkład, który odkopała z mojego "starego" bloga stała czytelniczka. "21 pytań do samego siebie" prezentowałam chyba w 2016 roku i dlatego postanowiłam przenieść go tu, zwłaszcza, że nie tylko jest to rozkład analizujący, ale świetnie się sprawdza jako rozkład do nauki. Znając siebie, lub bardzo bliskie osoby (choć i z tym bywa różnie i możemy nieźle zostać zaskoczonym, bo jak mówi mądre powiedzenie: "zjesz z kimś beczkę soli, a i tak go dobrze nie poznasz"). Analizując siebie lub kogoś bliskiego wybieramy tylko pierwsze skojarzenia i z osobą, i z kartą, i tym sposobem poznać możemy inne, nowe znaczenie danej karty

 Zatem poznajmy siebie i uczmy się.

Zrobiłam ten rozkład dla osoby bardzo mi bliskiej i  dobrze znanej, ale będę opisywała karty, tak jakbym analizowała siebie ;)

1 Jestem - 10 mieczy - raczej nie poraniona, ale odczuwam niesprawiedliwość jaka ostatnio mnie dotyka, do tego bóle pleców i przeciążenie. Pociesza mnie to, że to podobno to ostatnie łzy, ostatnie bóle - idą zmiany, przyjdzie się odrodzić lub urodzić na nowo.

2 Kocham - 6 kielichów - swoje dzieci i swoje znane bagienko - kocham wszystko to co moje. Lubię też dobre wspomnienia, którymi czasem się karmię.

3 Lubię - 8 monet - pracować? Nieee! Nie znam osoby, która lubiłaby pracować nawet jeśli jej praca to pasja. Każdy chciałby być rentierem :P. Lubię za to działać, tworzyć i robić to co lubię.

4 Nie lubię - królowa mieczy - osób inteligentniejszych od siebie, bo się ich boję, boję się, że mnie skompromitują ;). Nie lubię smutku, łez i melancholii.

5 Fascynuje mnie - Sprawiedliwość - umiejętność rozwiązywania konfliktów, to jak prawnicy potrafią znaleźć przepisy by wygrać, czasem fascynuje mnie umiejętności manipulacji. Chłodny osąd, odsunięcie się, brak emocji - umiejętność zachowania spokoju w każdej sytuacji.

6 Boje się - Mag - właśnie tej manipulacji, która mnie tak fascynuje.  Lubię sama mieć wpływ na innych, a jednocześnie boję się wpływu innych na mnie. Jestem zbyt łatwowierna i mało asertywna.

7 Onieśmiela mnie- as monet - to, że ktoś chce mi pomagać, cudze wsparcie, pomocna dłoń - zwłaszcza ta bezinteresowna i bez proszenia.

8 Energii dodaje mi - 10 kielichów - rodzina

9 Pozbawia mnie sił - król kielichów - zbyt duża dobroć wobec innych, opieka, nadzór nad wszystkim na raz. Ja dla każdego - nikt dla mnie.

10 Rozwesela mnie- 8 buław - ogólnie zabawa, śmiech, zamieszanie  - coś pozytywnego.

11 Zasmuca mnie - 3 buław - to że czasem długo muszę czekać na swoją szansę, swoją kolej. Innym łatwo coś przychodzi, ja muszę albo na swoje zapracować, albo poczekać.

12 Denerwuje mnie - Słońce - dzieci - są moją radością, są moją miłością, kocham ich bezwarunkowo, ale nic poza moją szefową, nie wkurza mnie tak jak dzieci :P

13 Zachwyca mnie - as buław - przyroda, działanie, seks

14 Dodaje mi odwagi - 4 kielichów - wykorzystanie nadarzającej się okazji. Jeśli widzę w czymś szansę to działam - owszem boję się, ale ryzykuję.

15 Pozbawia mnie odwagi - Wieża - katastrofy, zawalenie, ruina moich planów, moich działań i ogólnie jak się dzieje źle. 

16 Zaskakuje mnie -  rycerz kielichów - to, że nie zawsze dążę do celu prostą drogą, to że ciągle poszukuję, to że umiem marzyć.

17 Pragnę - 3 mieczy - więcej rozumu, mniej serca

18 Cieszy mnie to - rycerz buław - zmiany, działania, kochanek, seks, ludzie, którzy dodają mi skrzydeł.

19 Martwi mnie- Kochankowie - to, że muszę dokonywać wyboru, nie lubię, nie umiem, nie chcę. Zawsze mam wrażenie, że ktoś z powodu moich decyzji ucierpi.

20 Wstydzę się- 3 monet - jak można wstydzić się współpracy, partnerstwa, umiejętności dyplomacji - nie wstydzę się tego, a wręcz takie umiejętności napawają mnie dumą. Umiem pracować, umiem działać w zespole, umiem być przywódcą i tego też się nie wstydzę. Nie wstydzę się zdobywania wiedzy, czy stawania się mistrzem - kompletnie nie rozumiem czemu tak dobra karta tu wyszła. Jedynie czego mogę się wstydzić w tej karcie, choć to też do końca nie jest prawdą - to moja rutyna dnia codziennego, dnia domowego, zawodowego i uczuciowego i tego, że może nie chce nic z tym zmienić - to i tak jest teoria bardzo naciągana.   

21 Szczycę się - 10 monet - tym, że mam fajną rodzinę.

niedziela, 7 marca 2021

Jaka...taka...ta






 Z mojego przepastnego zeszytu nagle wypadła mi kartka z rozkładem. Nie wiem komu go stawiałam ani kiedy, ale rozkład jest ciekawy i wypróbuję go na sobie. Nawet sprawdziłam czy aby niedawno go nie opisywałam na blogu i wiem, że co najmniej przez rok nie korzystałam z niego. 

Jaka byłam - 4 monet

Jaka jestem - rycerz mieczy

Jaka chce być - 9 kielichów

To mnie najbliżej czeka (do 3 miesięcy) - 10 monet

Takiej miłości chce - 8 kielichów

Taką miłość dam - Diabeł

Taką otrzymam - rycerz buław

Tego oczekuję - 8 mieczy

Moje obawy - paź monet

Rada - 10 buław

Dalsza przyszłość (do końca roku) - 2 buław, Rydwan, Kapłanka


4 monet to pilnowanie tego co się ma, tego co się osiągnęło. To też gromadzenie pieniędzy, oszczędności, które dadzą poczucie bezpieczeństwa i są pomocne w razie czego.. 4 monet to bycie realistką, przyziemną, twardo stąpającą po ziemi, to osoba, która nad wszystkim czuwa, wszystko dogląda i chce / musi  mieć wszystko pod kontrolą. Taka rola bardzo męczy - owszem stabilności i stałość jest ważna ale na dłuższą metę staje się nudna i bardzo trudna.

Skończyło się pilnowanie wszystkiego i wszystkich, jestem tym zmęczona i potrzebuje być ożywcza, świeża i energetyczna, i taka staram się być. Fakt, że rycerz mieczy jest nerwowy i nadpobudliwy, fakt, że potrafi uderzyć mocno, silnie i dokładnie (nie mówię o biciu fizycznym ale o intelektualnym). Zaczynam również burzyć skostniałe i archaiczne sprawy z przeszłości, staram się nie być dla wszystkich i wszędzie, umiem już obronić swoje zdanie i nie przypodobać się tylko dlatego by być miłą i by mnie lubiono. Mało tego zauważyłam, że już nie nadskakuję, że zmieniam myślenie - np ostatnio ktoś zwrócił mi uwagę że nie złożyłam mu życzeń urodzinowych - widziałam i wiedziałam, że ta osoba ma urodziny w danym dniu i  zwykle pisałam życzenia takie od serca i dla tej osoby ale..... ta osoba nie złożyła mi życzeń na moje urodziny, choć znamy się od ponad 32 lat więc dlaczego ja mam jej składać? I tak odpowiedziałam "a ty mi złożyłeś życzenia" - " no nie" "więc nie oczekuj, że ja będę o tobie pamiętać" - kiedyś, jeszcze rok temu to nie dość, że te życzenia bym złożyła to jeszcze się pokłoniła nisko... dziś mam wywalone co ta osoba o mnie pomyśli i czy "będzie mnie lubić".

 Ciesze się, że się zmieniam, że nie kostnieje w 4 monet a zaczyna rozpierać mnie energia i chęć zmian w sobie - czy dobrze? Tak, ja tego chce.

Ja już nie chce być 9 kielichów - miłą grzeczną, uśmiechniętą - owszem przecież dla niektórych taka będę, ale nie chce dla wszystkich i przed wszystkimi - dygać nóżką, kiwać główką. Ja chcę odpoczywać, tak i to mi się w tej 9 kielichów najbardziej podoba - odpoczynek od kontroli, trosk, skupiania się na wszystkich tylko nie na sobie - chcę wreszcie pożyć dla siebie.  

W ciągu najbliższych 3 miesięcy skupię się na rodzinie (10 monet) i super - rodzina, pieniądze, radość i szczęście - niczego więcej nie chce :P. Niby teraz zaprzeczam temu co pisałam wyżej, ale moja rodzina jest ze mną, dzieci wciąż przy mnie i na razie nic się nie zmieni więc mimo wszystko będę musiała być skupiona na moich najbliższych. 10 monet to taka dobra, mocna karta ze bardzo serdeczną energią.. i skoro już muszę być dla i przy rodzinie to cieszę się, że wyszła właśnie ta karta.

Wcale nie chce miłości w 8 kielichach i dylematów z nią związanych - iść za głosem serca, zawalczyć o swoje szczęście, czy zostać tu gdzie jestem z poczuciem obowiązku i lojalności. Nie chce mieć problemu co wybrać: iść - zostać. Wyszła karta nieadekwatna do moich oczekiwań wobec miłości - ja chce być kochaną i kochać, mieć seks, mieć partnera, współtowarzysza, chce miłości romantycznej i erotycznej, bez gmatwania, utrudniania, bez koniecznych wyborów, bez problemów.

Diabeł też mi tu nie pasuje, bo nie dam, przywiązania przywiązania do siebie i obsesji na czyimś punkcie - wręcz nałogu "Jesteś moją kokainą" - dam  miłość jakiej chcę - patrz punkt wyżej. Bez sensu.

No już rycerz buław jako miłość otrzymaną jest bliżej mojemu ideałowi miłości - tylko niestety rycerz buław wpada w życie na chwilę - zamiesza, rozkocha, rozmiłuje, doda mocy i  energii - jak to mówią doda skrzydeł, zaburzy spokój, zabierze sen i.. poleci dalej. Do ideału brakuje króla buław, który owszem ognisty ale bardziej stabilny niż rycerz no ale cóż jak się nie ma co się lubi i na bezrybiu to i rak...tak to leciało.

Jak można oczekiwać nieumiejętności wzięcia spraw w swoje ręce, pozbycia się lęku i ruszenie - jak można chcieć tkwienia w czymś co nie pasuje i tylko ze strachu - ślepego strachu nie chcieć wyjść i być szczęśliwym - ja tego w życiu nie oczekuje - tkwienia w 8 mieczy. Kolejna karta, która do mnie kompletnie nie pasuje.

Tu chyba karty pomylone, bo paź monet mógłby wyjść na oczekiwania, a 8 mieczy na obawy ale wyszło jak wyszło - czego mogę się w nim obawiać - tylko tego, że ewentualny facet jaki się pojawi będzie za młody, za niedojrzały.. a jeśli chodzi o życie to mój lęk może się sprowadzać że co? Uczyć się nie będę? Planów nie zrobię - od dawna nie robię planów co do swojego życia, bo wszystkie moje plany poszły... dlatego czekam na to co będzie i już.

Rada w 10 buławach - za dużo mam na sobie - wiem o tym i powinnam cześć obowiązków zrzucić - to też wiem i co z tego jak tego nie umiem. Powinnam obowiązki rozdzielić - i co z tego jak rozdzielam, a i tak moje prośby zostają bez odzewu.. a tam. 

Dalsza przyszłość, której nie sprecyzowałam i tak na dobre to nie wiem czy chodzi o zmiany we mnie czy o miłości, które się objawią :P Tak czy siak, szykuje mi się zakończenie jakiś etapów i wyglądanie na zmiany, na "księcia" i to jeszcze przez jakiś czas - 2 buław, by potem nagle i gwałtownie ruszyć w Rydwanie - czy to ze zmianami w sobie, czy z nową "miłością" nagle dużo się zadzieje - wiadomości, telefony, wywiady i autografy :P by na koniec wyciszyć się w Kapłance i stać się przyjaciółką powiernicą, pielęgniarką złamanych serc - czyli standard. :) 


sobota, 6 lutego 2021

Co ja poradzę, że….

 

Od lat zauważyłam pewne dziwne zachowanie ludzi wobec mnie. Opowiadając koleżance o moim problemie usłyszałam – taka karma, nic nie poradzisz, nic nie zrobisz, nic nie zmienisz… Tylko, że ja nie chce takiej karmy, choć czasem bywa zabawnie.

Wyobraźcie sobie, że jesteście w nowym /starym miejscu, zachowujecie się zupełnie neutralnie, a wręcz udajecie, że was nie ma, ewentualnie załatwiacie jakieś sprawy/zakupy i nagle ktoś obcy, zupełnie nieznany podchodzi i.. się zwierza. A ty słuchasz, choć często nie chcesz.

Już w szkole średniej miałam ksywkę „spowiedniczka”, czasem znałam najskrytsze, intymne sprawy swoich kolegów i koleżanek, ale ostatnio to jakaś plaga.

To, że pracuję w bibliotece i czytelnicy przychodzą i mi się zwierzają, to zawsze brałam na karb wygadania się, poznania – pracuję 20 lat więc siłą rzeczy znam ludzi, którzy do mnie przychodzą. Poznając ich nastroje, radości czy kłopoty łatwiej jest mi dobrać książkę. Wiem komu polecić coś zabawnego, głupotkę odmóżdżającą, mocny kryminał czy romansidło by jeszcze bardziej się rozkleić. Takie rozmowy biorę na karb mojego zawodu i dobrze spełniającego obowiązku - ależ mi pani książkę dobrała, ten autor uratował mi życie, potrzebna mi była taka odskocznia, ale się uśmiałam…

Zdarzyło mi się jednak, że na imprezie firmowej stojąc znudzona w kątku sali nagle dowiedziałam się od zaproszonego lokalnego dziennikarza, że jego żona z nim nie śpi, nie rozumie go i nie podziela jego hobby.

Robiąc zakupy w dyskoncie, wykładając je na taśmę przy kasie, pani kasjerka zaczęła opowiadać mi o swojej nastoletniej córce (bardzo młodziutkiej), która jest w ciąży. To od niej dowiedziałam się, że w takim przypadku ustanawiają kuratora, który może być dla córki lub jej mamy za niedopilnowanie dziecka. Pani mówiła, że pójdzie na macierzyński, bo w tej pracy ma taką możliwość i że szefostwo bardzo ją wspiera. Na koniec powiedziała, że najwięcej jej dziecko oberwało od sąsiada, który strasznie wyzywał dziewczynę do czasu aż - cyt „jego nastoletni kołtun nie zaszedł w ciąże 3 miesiące po mojej". Wychodząc ze sklepu Borsuk zapytał – Ty znasz tą panią?” – odpowiedziałam, że nie, pierwszy raz ją na oczy widzę.

Ostatnio poszłam do sklepu z elektroniką – no i co z tego? Ano to, że obsługujący mnie pan Jacek opowiedział mi historię swojego życia, zaczynając od biznesu babki, który zabrał jej Bierut, a kończąc, na swoich dzieciach, z czego syn jest za grzeczny na obecne czasy, a córka da sobie świetnie radę, bo jest taka „oczajna”, prąca do przodu i wiedząca czego chce – „tylko jaki chłop z taką „wariatką” wytrzyma”. Wysłuchałam o mamie pana Jacka, która wbrew rodzicom postanowiła go urodzić, o czterech miłościach, o tym, że jest spod ognistego znaku, tak jak jego żona (nie należąca do owych czterech miłości) i jeszcze wiele innych opowieści. Gdyby nie to, że mój mąż siedział w samochodzie i na mnie czekał i obawiałam się, że wkurzony moją nazbyt długą nieobecnością wtargnie do sklepu z wdziękiem Godzili, to pewnie bym jeszcze więcej się dowiedziała o człowieku, który mnie przywitał „ za chwilkę będę cały dla pani” – odpowiedziałam, że żona z pewnością nie byłaby zadowolona (dostrzegłam obrączkę) i niech uważa na słowa gdyż jeszcze będę gotowa zrealizować obietnice. No…. Po opowiedzeniu przez pana dowcipu dla mnie zupełnie nieśmiesznego – a poczucie humoru stanowi dla mnie nieodzowny element uroku mężczyzny – kompletnie przeszła mi ochota, by korzystać z całego pana Jacka. Na szczęście wyszłam ze sklepu z tym po co przyszłam i mąż ma nową zabawkę – gada do pilota i się cieszy, że ten go rozumie.

Z tym zwierzaniem było by cacy gdyby zdarzały się tylko zabawne historie, ale bardzo często słucham o tragediach, traumach, chorobach – ludzkich dramatach. I strasznie mnie to obciąża, strasznie się przejmuję, dołuję. Bo jak przejść obojętnie jak słyszysz, że czyjaś córka ciężko zachorowała, a po kilku miesiącach znasz szczegóły jej śmierci. Czyjś ojciec miał wypadek, czyjś syn stracił prace, ktoś się rozwodzi, ktoś jest zdradzany, ktoś ma nowotwór, a ktoś musi udowadniać, że nie zrobił tego o co jest posądzany.

Ludzie bardzo często zwracają się do mnie o radę, pomoc, wsparcie, zadając mi pytania, które absolutnie nie powinny być adresowane do mnie. Przy okazji jakiejś imprezy lokalnej stoję sobie z moją dyr., podchodzi ważny urzędnik i patrząc na mnie, pyta czy może w mojej macierzystej placówce np. zrobić wystawę, czy zostawić jakieś materiały. Straszne to, bo moja dyr. Jest jakby niewidoczna i wiem, że czuje się pomijana, co potem to odbija się na mnie.

Zauważyłam jeszcze jedną zależność. Kiedy pragnę coś tylko dla siebie, nie chodzi o rzeczy materialne,

 ale mam marzenia, tęsknotę, pragnienie czegoś co mogłoby być tylko moje i dla mnie, to zaraz wokół

 mnie komuś dzieje się coś złego i wyciąga rękę do mnie po wsparcie i muszę odłożyć swoje sprawy i

 zająć się/ wesprzeć osobę, która tego potrzebuje. Mam takie wrażenie, że mi się już nic nie należy –

 tylko posługa.

Dobra –napiszę coś jeszcze zabawnego o panu Jacku co sobie przypomniałam – na koniec,

 odprowadzając mnie do kasy miły pan powiedział, że był na urlopie i przytył ale już wrócił do

 poprzedniej wagi, bo mu spodnie spadają – może dobrze, że mu nie spadły, bo bym jeszcze musiała

 oglądać jakieś galoty – nie dość że miałam fonię, to byłaby też wizja.


Zobaczymy czy koleżanka miała rację – taka moja karma?


Znalazłam na jakimś forum rozkład niejakiej Alathei, który może być pomocny w moim „problemie”


"Karma-obecne wcielenie" Użyłam talii "Vice Versa"


1.zadanie na to wcielenie – 9 buław

2. rada jak realizować – 2 buław

3. najważniejsze, co przeszło z poprzedniego (poprzednich) wcieleń – 5 monet

4. jak sobie z tym poradzić – 5 mieczy

5. co właśnie sobie "grabie" na przyszłość (kolejne wcielenie) – 3 monet

6. ostrzeżenie (niebezpieczeństwa, ciemne zaułki) - czyli na czym się mogę wyłożyć – 4 monet





Od razu widać, że 9 buław to leczenie ran, pomoc w dokończeniu spraw, czas swobody i relaksu, pomoc w odzyskaniu sił - psychicznych i fizycznych - no taka moja karma.

2 buław to wyczekiwanie, wyglądanie - mam wrażenie, że ja mam czekać, nie pchać się pierwsza, nie dopytywać, nie dociekać. Po prostu czekać aż ludzie sami do mnie przyjdą i zaczną opowiadać. 

5 monet - ja znam swoje poprzednie wcielenie, zresztą jako 4 numerologiczna mam karmę pracy. W poprzednim życiu ktoś na mnie pracował - dokładnie - niewolnicy, żyłam z pracy ich rąk. Ręce osób trzecich dawały mi bogactwo i wygodne życie, teraz muszę to odpracować. Nie, że żyć biednie, ale z pracy własnych rąk. 

Jakoś 5 mieczy nie jest dla mnie wskazówką, gdyż ja nie dążę do celu za wszelką cenę, niszcząc po drodze i dużo tracąc. Owszem jakoś tak łatwo mi nic nie przychodzi jak niektórym - co im diabeł dzieci kołysze i z piasku zawsze bat ukręcą. Ja muszę się naszarpać, nadenerwować - zyskam ale dużym kosztem. To dla mnie żadna rada jeśli chodzi o karmę pracy, pomocy i "zwierzeń". 

Co sobie grabie? 3 monet jest bardzo dobrą kartą, ale jeśli chodzi o współpracę i awans zawodowy. Nie wiem czym mogę sobie nagrabić w tej materii - chyba tylko tym, że pracuję sama, pomagam sama - no ale jak wspólnie w grupie karty stawiać i słuchać czyjejś spowiedzi ;)

I znów karta pieniędzy i pracy, oszczędności, ale i pilnowania tego co się ma, co się osiągnęło - 4 monet. Brak ruchu, brak zmian, stałość i stabilizacja - ale ja ją lubię, ja nawet nie zmieniam ustawienia mebli w domu. Jak 26 lat temu postawiłam w rogu pokoju łóżko, to owszem zmieniłam je na wygodną kanapę ale dokładnie w tym samym miejscu. Trudno - skoro brak zmian i moja stabilizacja ma mnie "wyłożyć" w następnym wcieleniu to trudno - dziś się tym nie będę przejmować, pomyślę o tym... w następnym życiu.


sobota, 16 stycznia 2021

Czas powiedzieć "żegnaj"?

 Jak najbardziej i już dawno, dawno temu należałby odciąć się od "znajomości", która jest bardziej w myślach niż realnie. Znajomość, która nie ma ze sobą kontaktu od kilku lat. Tylko jak się uwolnić od myśli jeśli znajomość była karmiczna, jeśli była krótka ale intensywna, jeśli dodawała skrzydeł, jeśli przynajmniej dla jednej ze stron była... niezapomniana?

Wiem, powinnam zrobić wpis optymistyczny, radosny, lekki, łatwy i przyjemny, bo zbliża się najbardziej depresyjny dzień roku i ogólnie brak słońca i ta izolacja sprawia, że nasze samopoczucie i odczucie spada niczym temperatura w "bestii ze wschodu", ale tak jakoś smuteczkiem  nastroiła mnie pewna pani prosząc o rozkład na znajomości sprzed lat... w sumie tylko nie wiem po co rozgrzebywać i ogólnie grzebać w czymś co od dawna nie istnieje, coś czemu już dawno powinno powiedzieć się "żegnaj".



Dopasowałam rozkład:


Do czego tęsknisz, nie możesz zapomnieć (co było najważniejsze w tej znajomości) - rycerz mieczy

Do czego on tęskni, nie może zapomnieć (co było najważniejsze w tej znajomości) - as mieczy

Do czego już w tej znajomości nie wrócisz - 4 mieczy

Co zaprząta jego myśli (związane z Tobą, z waszą znajomością - czy w ogóle on jeszcze o was myśli) - paź mieczy

Sprawy, które są niepozałatwiane (o ile są) - 4 kielichów

Co jeszcze macie do przerobienia - rycerz monet

Co jeszcze Cię czeka od niego - Moc

Tak będzie z odnowieniem (przypomnieniem) znajomości - as monet

Przyszłość znajomości - Cesarz 4 monet Kapłanka


No i co o tym sądzicie? Smutne te karty wyszły, choć dające pewną cichą nadzieję mojej klientce. 

Odkąd dostałam ochrzan, że strasznie demonizuję rycerza mieczy a on przecież tylko taki wygadany;) to już nic nie pisze o nerwach i spalonych mostach. Rzeczywiście z tego co mówiła mi pani, bardzo jej brakuje rozmów z kolegą, dyskusji, porozumienia intelektualnego, wspólnych myśli, dokończenia zdań i zainteresowania. 

Ale ten rycerz jak pisałam dla mnie ma trochę chłodniejsze oblicze i może mówić o nagłym zerwaniu znajomości - niby wcale tak miało nie być, niby "ja z ciebie nigdy nie zrezygnuję", a jednak nastała cisza. Tylko jak można tęsknić do ciszy - no nie, ale chyba to nieszczęśliwie wypowiedziane/ napisane zdanie w dalszym ciągu trzyma moją klientkę linią energetyczną z tym panem. Wydaje mi się, że facet niepotrzebnie to napisał, bo ona żyje w iluzji i nadziei -  no nic - Dodam jeszcze, że znajomość była internetowa stąd może wyszedł ten rycerz mieczy. 

As mieczy - tu też jest odcięcie - czyżby pan miły żałował, że się odciął, chciałby wrócić ale się boi ;) no obawia.. As mieczy to też intelekt, słowo, internet i porozumienie - nadawanie na jednej fali - chyba jemu też brakuje tych ich rozmów. 

Do czego moja klientka nie wróci - 4 mieczy - i teraz na dwoje  babka wróżyła - Nie wróci do odsunięcia, do powolnego odradzania - rekonwalescencji znajomości.. ale przecież ta znajomość umarła jakiś czas temu  - w niej nie było "zrywań" i powrotów tylko był stały kontakt przez kilka miesięcy i nagle bach koniec i po "ptokach".  Moja klientka nie chce już się więcej leczyć z tej znajomości - ot i tyle. 

Paź mieczy - w myślach - ogólnie miecze to myśl więc pan również myśli o pani, ba może nawet ją szpieguje, gdzieś potajemnie szuka, sprawdza, a może nawet podczytuje (choćby jej wpisy na FB). Może bywać tam gdzie wspólnie wirtualnie bywali, gdzie się poznali, może słuchać muzyki jaką lubili - on za nią tęskni. 

Jakich spraw nie pozamykali? Przede wszystkim ani są ze sobą, ani definitywnie nie powiedzieli sobie "żegnaj" - niby 4 jest określana jako pełnia - komplet czyli pewne osiągnięcie a tyle 4 przecież całkowicie  nie kończy koloru - coś jeszcze pozostało. 4 kielichów to tęsknoty, marzenia, pewien foch, sprawy do wyjaśnienia. Nie wykorzystana okazja, która gdzieś tam nad nimi wisi, a jednocześnie na tyle znajomość się wypełniła a oni gdzieś się pogubili i zamknęli, że niby tęsknią za sobą to jednak żadne się  nie ruszy i ręki nie wyciągnie.

Co jeszcze do przerobienia w rycerzu monet? Praca - tylko nad czym? - muszą podążyć za ciosem, nie czekając, nie zwlekając - tylko cały w tym ambaras, żeby dwoje chciało na raz i w ogóle chciało. Pani powiedziała, że się już do pana nie odezwie.

Moc - czeka moją klientkę - jest to jedna z nielicznych kart w Tarocie, której ogólne znaczenie jest inne niż moje  odczucia do tej karty. Dla mnie nie jest to karta aż tak bardzo pozytywna jak ją pokazują. Może dlatego że w aspektach seksu, pożądania, miłości i namiętności ona mi się nigdy nie zrealizowała. Zawsze pokazuję mi siłę fizyczna i psychiczną, dążenie do celu za wszelką cenę (nawet po trupach) i wręcz ujarzmienie popędów, a nie ich wzmocnienie ;).. Ja wiem, że moja klientka chciałaby seksu, wyznań, niesamowitych emocji - i tego jej życzę ;)

Może jeszcze dodam (po nocnych przemyśleniach), że ta Moc da mojej klientce właśnie siłę fizyczną i psychiczną. Opowiadała mi, że kiedy miała kontakt z panem to wręcz unosiła się nad ziemią, pan podniósł jej poczucie własnej wartości, przez niego nie mogła jeść, nie mogła spać ;), a jednocześnie mogła góry przenosić.

Z tego co mi pani opowiadała to pan jawi jej się jako chodzący ideał - dopasowany do niej w sposób cudowny - jedność dusz itp itd. Podejrzewam, że pan nie był taką cudownością, bo nie ma ludzi aż tak wspaniałych. Pewnie pani zatarł się prawdziwy obraz pana (w końcu to już dobre kilka lat minęło), zgodzę się natomiast z pani odczuciami i tą jednością dusz, która jest charakterystyczna przy znajomości karmicznej.  

Odnowienie znajomości nastąpi jak jedno z nich się odezwie. Moja klientka jak napisałam wyżej nie zrobi tego, gdyż kilka razy w ciągu tych lat ciszy pukała do pana próbując nawiązać kontakt - pan pozostał głuchy i ślepy na symboliczne znaki więc teraz do niego należy wyciągnięcie ręki w asie monet i podjęcie działań - skoro szpieguje panią, to wie jak nawiązać kontakt.

Co z tego wszystkiego wyniknie? - nie sądzę żeby kontakt między państwem nastąpił wkrótce - mamy dwie czwórki w wyniku - Cesarza i 4 monet a one mówią o stabilizacji i stałości, a wiemy, że obecnie stałością jest cisza. W tej chwili pan pilnuje tego co osiągnął z panią i przechowuje to jak największy skarb, w tajemnicy.  Może czyta stare maile - choć nie chce mi się wierzyć, że nadal je przechowuje.  

Poza tym Cesarz rządzi i dzieli i tylko kiedy pan będzie chciał to się odezwie - co zresztą zrozumiałe i logiczne, a karty tylko to potwierdziły. Kapłanka to tajemnica, przyjaciółka i opiekunka. Czyżby pan jeśli się odezwie szukał w pani wsparcia i opieki? 

Spójrzcie,  w wyniku mamy kartę mężczyzny i kobiety oddzielonych inną kartą i w tym układzie to właśnie ta karta odgrywa największą rolę - 4 monet mówi o osiągnięciu szczęścia, ale okupionym wysokimi kosztami - jednak czwórka to constans - a niestety obecnie parę nic nie łączy - poza myślą i tęsknotą.  

I co ja mam biedna powiedzieć swojej klientce - teoretycznie, że czas (już był dawno) powiedzieć tej znajomości "żegnaj", czas się ocknąć, obudzić, zostawić za sobą pana i wspomnienia o nim, i iść śmiało do przodu. Dla własnego zdrowia psychicznego czas pogrzebać stare znajomości. Jednocześnie wiem jak strasznie trudno jest się uwolnić ze związku karmicznego, jak strasznie to gdzieś głęboko w człowieku zapada. Najgorsze jest to, że w kartach, które wyszły jest nadzieja, że ten miły pan odezwie się, a jeśli moja klientka ponowi próbę kontaktu to pan jej odpowie. Te karty zamiast przeciąć nić to ją wzmocniły - szkoda, bo nie ma nic lepszego jak spokój - parafrazując Mickiewicza - Kto znajomości karmicznej nie zna ten żyje szczęśliwy, i noc ma spokojną i dzień nietęskliwy. ;)

Obrazek pochodzi ze strony "Bliźniacze dusze"